
Piątkowe seminarium dyplomowe, sala 108. Promotorka prosi o wydruki planów prac. Jedna ze studentek podaje kartkę: siedem rozdziałów, dwadzieścia trzy podrozdziały, niektóre tytuły dłuższe niż zdanie, które je opisuje. Promotorka czyta przez pół minuty, odkłada kartkę i pyta: „Co pani właściwie bada?”. Zapada cisza. Ta scena powtarza się na polskich uczelniach setki razy w każdym semestrze i pokazuje coś, o czym rzadko mówi się wprost: praca dyplomowa spis treści to nie formalność dodawana na końcu, lecz pierwszy dowód na to, czy autor rozumie własne rozumowanie.
Problem badawczy, który stawiam w tym tekście, brzmi następująco: dlaczego element formalnie najprostszy – kilkanaście wierszy z numerami stron – generuje tak wiele uwag recenzenckich? Literatura przedmiotu i praktyka seminaryjna wskazują na dziewięć powtarzalnych usterek. Omówię je, pokazując przy każdej dwa przeciwstawne stanowiska, bo w części spraw środowisko akademickie naprawdę nie jest jednomyślne.
Czytaj dalej „Dziewięć błędów w spisie treści pracy dyplomowej”







